UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Polityka Społeczna

 

STRATEGIA

Profesor Barbara Szatur – Jworska wraz z Zespołem Zadaniowym Społecznej Strategii Warszawy  opracowała strategię społeczną Warszawy na lata 2009 – 2020. Najważniejsze jej punkty to m.in.

Wstępna diagnoza sytuacji seniorów w Warszawie z podkreśleniem faktu, iż bardzo podatną grupą na wykluczenie społeczne są samotne starsze osoby. Są bowiem one bardziej, niż osoby starsze żyjące w rodzinach, narażone na ubóstwo, na brak wsparcia w przypadku choroby czy kłopotów z zaspokajaniem podstawowych potrzeb oraz na brak społecznych kontaktów. Starość nie jest zatem sama w sobie czynnikiem społecznego wykluczenia – piszą autorzy. Nie do końca można się z tym zgodzić. Osoby starsze w wielu dziedzinach życia społecznego nie uczestniczą, co wynika wyłącznie z faktu, że mają tyle lat, ile mają. Starość powoduje określone ograniczenia i przesuwanie się tych ludzi na pewien margines życia społecznego jest zjawiskiem naturalnym. Ale… Nieprawidłowy stosunek do ludzi starych, podkreślanie choćby ze strony władz, że są ciężarem dla społeczeństwa itp., co u nas czyni się nieustannie, powoduje dodatkowe ich marginalizowanie. Ważnym aspektem jest też, jak myślę, sprawa poczucia psychicznej i pokoleniowej więzi seniorów z pokoleniem średnim i młodym (nie tylko w rodzinie, ale i poza nią). 

Osoby starsze – także starsi mieszkańcy Warszawy – to populacja silnie zróżnicowana pod względem: wieku, płci, poziomu wykształcenia, stanu zdrowia, stanu cywilnego, sytuacji mieszkaniowej, poziomu dochodów itd. Biorąc pod uwagę to zróżnicowanie oraz wielowymiarowość zjawiska społecznego wykluczenia, można w zbiorowości seniorów wyróżnić różne kategorie osób: od w pełni uczestniczących w życiu społecznym (pracujących zawodowo, aktywnych politycznie i społecznie, dobrze sytuowanych pod względem materialnym) po osoby całkowicie bierne, doświadczające społecznej izolacji i niedostatku. 

W diagnozie ostatecznej zostaną wzięte pod uwagę różne i różnorodne aspekty starości, co pomoże w sposób optymalny określić sytuację warszawskich seniorów. W ogólnym obrazie zostaną zaakcentowane szczególnie mocno te obszary, które stanowią istotne zagrożenie, a właściwie gwarancję wykluczenia społecznego. Autorzy nie poprzestaną, naturalnie, na samej diagnozie. Przedstawione zostaną także próby zapobiegania i minimalizowania wykluczenia, opis działań podejmowanych przez miasto na rzecz integracji społecznej seniorów.

Istotne jest zwrócenie uwagi na fakt, że w Warszawie (a zapewne także w pozostałym aglomeracjach oraz małych miastach i wsiach) dominują gospodarstwa jednoosobowe, jeśli chodzi o seniorów, których podstawowym źródłem utrzymania jest emerytura lub renta. Znając wysokość tych świadczeń w Polsce i wysokość świadczeń, które każdy musi co miesiąc opłacić (czynsz, światło, śmieci itp.) oczywistym jest, że ci seniorzy skazani są na ubóstwo, co w konsekwencji prowadzi do wykluczenia. Dodatkowym czynnikiem jest tu także sytuacja zdrowotna seniorów.

Najbardziej narażone na ubóstwo są osoby starsze o następujących cechach: nie pracują, źródłem ich utrzymania jest renta z tytułu niezdolności do pracy lub zasiłek z pomocy społecznej, samotnie gospodarują, są chore i niepełnosprawne. Statystycznie lepsza jest natomiast sytuacja dochodowa starszych osób aktywnych zawodowo i/lub otrzymujących emerytury, mieszkających wspólnie z innymi osobami dorosłymi mającymi własne dochody, relatywnie młodych (tzw. trzeci wiek). Populacja ludzi starych jest zróżnicowana pod względem poziomu wykształcenia. Ta cecha ma istotny dodatni związek z aktywności społeczną, stanem zdrowia, uczestnictwem w kulturze. 

W 1992 roku 27,9% mieszkańców Warszawy wkraczających w wiek emerytalny miało wykształcenie podstawowe, zaś obecnie wśród przechodzących na emeryturę odsetek ten wynosi tylko 10,5%. Prognozuje się, że w 2023 roku wśród 60-latków będzie zaledwie 4% do 2% osób z wykształceniem podstawowym. W 1992 roku 20% osób starszych legitymowało się wykształceniem wyższym, w 2008 roku około 28 %, a w roku 2020 szacuje się, że podobnie jak w 2008 będzie ich około 28 – 30%. Poziom wykształcenia warszawskich seniorów zatem wzrasta i będzie wzrastał, co stanowi bardzo ważną przesłankę miejskiej polityki społecznej. Z jednej strony należy spodziewać się zwiększenia oczekiwań i potrzeb starszego pokolenia w zakresie oferty kulturalnej i aktywnego spędzania wolnego. Z drugiej strony, jest to dobry prognostyk dla wzrostu społecznego zaangażowania seniorów w sprawy miasta i lokalnych społeczności. To bardzo cenne podkreślenie. Tym seniorom z pewnością nie wystarczą już kluby seniora (przynajmniej nie w takiej formie i strukturze, jak funkcjonują obecnie) ani wczasy na działkach w obecnej formie (właściwie zanikające, ale nie dlatego, że brakuje chętnych, lecz brakuje na nie pieniędzy), ani obecne propozycje aktywności społecznej. Wydaje mi się, że obecnie za mało uwagi zwraca się na inicjatywę samych seniorów, za mało wsłuchuje się w ich potrzeby kulturalne, intelektualne, psychofizyczne. Panuje sztampa miast kreatywności. Oczywiście, są wyjątki, ale w moim przekonaniu oferta dla seniorów winna być bardziej zróżnicowana i punktem wyjścia powinny być propozycje samych zainteresowanych dotyczące spędzania wolnego czasu, rozrywek i potrzeb kulturalnych, aktywności społecznej itp. 

Stan zdrowia populacji warszawskich seniorów ma związek z ich trybem życia, poziomem, wykształcenia, wiekiem. Ich fizyczna aktywność, nawyki żywieniowe są niezadowalające z punktu widzenia profilaktyki zdrowotnej. W Warszawie nie istnieje, na wzór innych miast polskich, takich jak Poznań czy Wrocław, całościowy program działań, którego celem jest integracja społeczna seniorów. Jak stwierdzono w diagnozie sytuacji w Warszawie, zawartej w programie „Warszawa przyjazna seniorom”: Liczne bariery instytucjonalne ograniczają społeczną aktywność seniorów; ich dostęp do ośrodków kultury, czasu wolnego, rekreacji i edukacji jest ograniczony. Te bariery instytucjonalne tworzone są przez samo miasto, a także przez system świadczenia usług w Warszawie. Należy przy tym zwrócić uwagę, że większość programów skupia się na pomocy seniorom jako wyodrębnionej grupie. Taki sposób traktowania seniorów wpływa na stygmatyzację środowiska i nie pozwala na jego integrację społeczną. W działaniach podejmowanych przez Miasto należy promować te, które w umożliwiają funkcjonowanie seniorom w warunkach zbliżonych do tych, w jakich żyli do momentu przejścia na emeryturę. W Warszawie daje się również zauważyć zróżnicowane podejście do kwestii wykorzystania zasobów miejskich przez seniorów. W ofertach skierowanych do ludzi starszych brakuje ciekawych interdyscyplinarnych rozwiązań, jednocześnie Miasto nie zapewnia dostępu do imprez mających charakter komercyjny, na przykład przez sponsorowanie biletów wstępu. Miasto nawet, kiedy sponsoruje działalność placówek kultury czy sportu, nie ubiega się o zniżki czy bezpłatny wstęp dla seniorów. Jednocześnie Warszawa nie udostępnia ani bezpłatnie, ani w uprzywilejowany sposób infrastruktury instytucji lokalnych w dzielnicach – szkół, klubów osiedlowych, domów kultury, bibliotek. W tworzeniu miejskiej polityki na rzecz osób starszych powinny uczestniczyć one same. Rozwiązaniem może być reprezentacja seniorów w postaci Rady Seniorów M. st. Warszawy, która określałaby potrzeby środowiska i sposób, w jaki Miasto może włączyć się w ich realizację. Nic dodać, nic ująć. „Warszawa przyjazna seniorom” to Warszawa tworząca stereotypowe getta dla ludzi starszych. Jeśli chodzi o sprawy zdrowotne seniorów. Nie ma dla nich żadnych propozycji ani korzystnych rozwiązań. Są traktowani jak wszyscy inni chorzy. We Wrocławiu, z inicjatywy prof. Andrzeja Fala (który jest także w Warszawie w szpitalu MSWiA) powstało Konsorcjum – Wrocławski Instytut Zdrowia Publicznego, którego stronami są: wojewoda dolnośląski, marszałek województwa dolnośląskiego, prezydent miasta Wrocławia i Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Chcemy zbadać jakość życia osób starszych, w szczególności niepełnosprawnych i opieki nad noworodkami (Dolny Śląsk ma najwyższy wskaźnik umieralności noworodków w Polsce) oraz wytyczyć struktury opieki szpitalnej – mówi Profesor. Warto byłoby i w Warszawie pod tym kątem pomyśleć o ludziach starszych i niepełnosprawnych. Miejmy nadzieję, że opracowywana strategia głównie temu celowi posłuży. Nie wystarczy stwierdzić stanu rzeczy, choć jest on ważny, trzeba także zaproponować konkretne, wynikające z niego, rozwiązania. 

Źródło: prof.. UW dr hab. Barbara Szatur-Jaworska Instytut Polityki Społecznej Uniwersytet Warszawski „PROPOZYCJE ZAŁOŻEŃ DO DIAGNOZY I PROGNOZY SYTUACJI WARSZAWSKICH SENIORÓW”  (Internet)

 

WYKLUCZENIE SPOŁECZNE - PRZYKRYWKA UBÓSTWA?

Termin „wykluczenie społeczne” w języku polityków to swoista tautologia. Lepiej brzmi niż bieda czy wręcz ubóstwo.

Rozmowa z prof. Barbarą Szatur – Jaworską, z Instytutu Polityki Społecznej Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.


Na czym polega wykluczenie społeczne?

Ustalenie, na czym polega wykluczenie społeczne nie jest łatwe. Generalnie mówimy o nim wtedy, gdy są jacyś ludzie, czy grupy ludzi, które nie mają możliwości pełnego udziału w życiu społecznym. Albo nie mają pełnych praw uczestniczenia, albo nie mogą korzystać z formalnie przypisanych im praw, ze względu na różnego typu bariery, które uniemożliwiają im uczestniczenie w życiu społecznym. 

Uczestnictwo w życiu społecznym - w jakim zakresie? Czy niemożność aktywnego uczestniczenia w życiu kulturalnym z powodu braku na to środków jest wykluczeniem?

To bardzo złożony problem. Trzeba pamiętać o tym, że pojęcie wykluczenia społecznego opisuje relatywną sytuację, czyli nie ma czegoś takiego jak absolutne wykluczenie społeczne. To jest rozumiane jako ograniczone uczestnictwo w stosunku do jakiejś normy, standardu społecznego. Wielu badaczy tego problemu mówi o tym, że pod jakimś względem każdy z nas jest wykluczony z uczestnictwa w życiu społecznym. Jest wykluczony ze względu na obiektywne uwarunkowania, ale i  własne decyzje. Przykład, który Pani podała. Jeżeli przyjmiemy, że wykluczenie jest odstępstwem od pewnej przyjętej normy uczestnictwa, to należy zadać sobie pytanie: co jest tą normą? Czy będzie to chodzenie do teatru raz w miesiącu czy raz w roku? Czy normą jest udział w tzw. kulturze wysokiej, czy w ogóle udział w imprezach kulturalnych, także bezpłatnych „biesiadach” czy piknikach przy muzyce? Czy przeczytanie jednej książki z dziedziny literatury pięknej, uznawanej za wartościową, czy przeczytanie jakiejkolwiek książki? Oglądanie filmów czy telenowel? Czy wykluczony jest ten, który nie chodzi do teatru ani na koncerty, czy ten, kto wybiera te najbardziej - można powiedzieć - najprostsze formy uczestnictwa? Granice są nieostre, trzeba pamiętać także, że są różne normy środowiskowe. 

Prościej jest więc to ująć na przykładzie polskiej służby zdrowia – gdzie nie ma niewykluczonych?

Abstrahując od polskich realiów – łatwiej jest ustalić standard w przypadku potrzeb podstawowych. Choć i w przypadku ochrony zdrowia widzimy na polskim przykładzie, jak trudno ustalić tzw. koszyk usług podstawowych, do którego dostęp można by ewentualnie uznać za wskaźnik braku wykluczenia w korzystaniu ze świadczeń zdrowotnych.

Jak się sytuują w świecie wykluczeń bezrobotni?

To podstawowy przykład grupy wykluczonej społecznie. Mówi się tutaj przede wszystkim o wykluczeniu w płaszczyźnie ekonomicznej (niskie dochody), ale i społecznej. 

Czy można powiedzieć, że bezrobotni w Polsce stanowią odrębną grupę społeczną?

Mimo skali tego zjawiska nie możemy mówić o grupie społecznej. Jest to zbiorowość, której skład się zmienia. Są tu osoby krótko i długotrwale bezrobotne. Mówiąc o wykluczeniu raczej mamy na uwadze ludzi bezrobotnych przez długi czas, czyli powyżej 2 lat. W ich przypadku, bowiem, mamy już do czynienia z bardzo różnorodnymi procesami, które są nieodwracalne bądź trudno odwracalne. To procesy natury psychologicznej, zdrowotnej, odzwyczajenie się od codziennego wstawania o określonej porze, ubrania się itd., to także problem utraty kwalifikacji – wiadomo, że niewykorzystywane umiejętności zanikają. 

Wykluczenie społeczne to także kategoria polityczna. Jakie to niesie zagrożenia dla społeczeństwa?

Pojęcie wykluczenia społecznego w języku polityki zaczęło być używane w tym celu, by nie stosować pojęcia „ubóstwo”. To zabieg, który ma wprowadzić mniej drastyczny język. Oczywiście, ubóstwo to nie to samo, co wykluczenie społeczne. Konsekwencji trwałego wykluczenia pewnych grup społecznych jest wiele. Najbardziej dramatyczną konsekwencją jest to, że zjawisko wykluczenia społecznego jest bardzo często dziedziczone. Blokada, jaka spotyka rodziców jest często dziedziczona przez dzieci. Bieda, niski poziom wykształcenia rodziców, ich zły stan zdrowia powodują, że dzieci wchodzą w życie z określonym bagażem i już na starcie wchodzą w życie jako wykluczeni. Wykluczenie rodzi zjawisko dyskryminacji, czyli świadomego odrzucania osób, które odznaczają się cechami tego „innego”, „obcego”. 

W przypadku osób starszych, starych w naszym kraju chyba można mówić o dyskryminacji... 

Problem wykluczenia jest tu bardzo niejednoznaczny. Dyskryminacja? Owszem, spotykamy się z nią w pewnych grupach. Jest to grupa, bez wątpienia, nadmiernie wykluczana z rynku pracy. Nie mówię, naturalnie o siedemdziesięciolatkach, lecz ludziach koło pięćdziesiątki, po pięćdziesiątce. Ale i ten problem jest złożony. Dane statystyczne wyraźnie pokazują, że poziom bierności zawodowej grupy ludzi w przedziale wieku 50 – 60 lat jest wysoki. W tej grupie nawet nie ma dużego bezrobocia, bo są tu osoby, które mogą już skorzystać z emerytury czy renty. Wiele osób z tej grupy sama się wyklucza podejmując tę łatwiejszą decyzję: odejścia z rynku pracy. I znowu składa się na to wiele przyczyn. Te osoby są wypychane z rynku pracy, ale czy to jest przede wszystkim presja ze strony młodszych? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Najbardziej dotkliwe jest wykluczenie starych ludzi w naszym kraju w wymiarze ekonomicznym i społecznej świadomości. Nigdzie mediach raczej nie oglądamy fotografii starej osoby, a jeśli już się to zdarzy to tylko po to, by utrwalić w świadomości odbiorców stereotyp starości niesprawnej, trudnej, uciążliwej dla otoczenia itd. Starsi ludzie podkreślają, że doświadczają niechęci bardzo często w takich powierzchownych kontaktach. Bliższe kontakty, z rodziną, sąsiedztwem są na ogół dobre, natomiast w sferze życia publicznego, w sensie bycia obok siebie różnych obywateli, są traktowani niechętnie i nieprzychylnie. To dobry przykład, że różne przejawy wykluczenia nawet w stosunku do jednej grupy mogą występować w różnym natężeniu. 

Jak funkcjonują wykluczeni w naszym społeczeństwie?

Bardzo różnie. Są tacy, którzy nie radzą sobie z tą sytuacją, ale są przykłady przystosowania się do sytuacji i umiejętnego korzystania z tego, z czego w takiej sytuacji korzystać można i należy. Myślę tu o pewnej części osób korzystających z pomocy społecznej i potrafiących sobie na tym marginesie, jakim jest życie z pomocy społecznej dobrze radzić. Nie mówię, oczywiście, o tych, którzy uzyskują nienależne świadczenia, lecz o ludziach, którzy potrafią się na tyle przystosować do warunków, że mogą w tym obszarze jakoś funkcjonować. Potrafią korzystać ze stworzonych im możliwości. Zdefiniowani jako wykluczeni w ramach tych możliwości, jakie stwarza im życie wśród pomocowych instytucji wykazują dużą aktywność. Nie mają szans na włączenie się w główny nurt życia społeczne, ale potrafią funkcjonować na jego obrzeżach. 

Czy niezadowolenie z życia może być związane z wykluczeniem?

Może, ale nie musi. To należy do kategorii innych zjawisk. Wykluczenie społeczne nie jest workiem, do którego można wrzucić wszystko. Często się tak robi, ale to tylko jeszcze bardziej zaciera, rozmywa problem. Nie powinno służyć do określania wszystkich negatywnych zjawisk i problemów. 

Czy możliwa jest pełna integracja zmarginalizowanych czy wykluczonych ze społeczeństwem?

W pojedynczych przypadkach to się zdarza, ale na szerszą skalę nie. Jeżeli mówimy o integracji, to chodzi o zbliżenie, o stwarzanie szansy, możliwości, by sobie lepiej radzić. Mówiłyśmy o bezrobociu. Dla osób trwale bezrobotnych celem samym w sobie może być zdobycie jakiegokolwiek, nawet tymczasowego, zatrudnienia. To w danym momencie przybliży ich do społeczeństwa, ale nie zintegruje z nim. Pełna integracja to utopia. Znowu musimy wrócić do pytania: integracja, do czego? Do jakiego stylu życia? Do jakiego sposobu funkcjonowania? Nie ma społeczeństwa, które jest monolitem. 

Na ile programy pomocowe zdają egzamin?

Jeżeli mówimy o integracji, a nie rozdawaniu pieniędzy, to wiele jest krótkotrwale skutecznych. To znaczy są skuteczne, póki trwają, póki dane osoby funkcjonują w programie. Są sukcesy odcinkowe, np. sukcesem jest, że dziecko z biednej rodziny nie chodzi głodne, ale to nie jest integracja. Programy integracyjne są kosztowne. Aby pomóc długotrwale bezrobotnym osobom, trzeba im udzielić ogromnego wsparcia. To musi trwać i wymaga zaangażowania wielu specjalistów z różnych dziedzin. Jeden człowiek dobrej woli nie wyprowadzi takiego bezrobotnego z zapętlenia, w jakim ugrzązł. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że te programy kosztują i nie są możliwe do zrealizowania przez wolontariat itp. Tu chodzi o to, by taka osoba się usamodzielniła. Zdarza się, nierzadko, że póki taka osoba jest objęta programem, funkcjonuje nieźle. Gdy program się kończy i zostaje sama wraca do punktu wyjścia. Jednak – uważam – dużą sprawą dla każdego jest uczestnictwo w takim programie. Doświadczenia, których nabędą mogą im się przydać. Nawet, jeśli nie zmienią radykalnie ich życia. 

 Dziękuję za rozmowę. 




Książki prof. Barbary Szatur-Jaworskiej

Free Joomla! template by Age Themes